sobota, 16 sierpnia 2014

Teardrops 5. | Jej brat chyba nie żyje |



Grace POV:

Niemożliwe, żeby jej bratu coś się stało. Ona jak się o tym dowie... Nie chce nawet myśleć, co jej uderzy do głowy. Nie rozmawiałyśmy ze sobą długo, ale uważam, że jest całkiem spoko. Mój jebany brat jak zwykle, zamiast znaleźć sobie normalnie dziewczynę... To ją kurwa porwał. Nienawidzę go za to, ale jakbym się dowiedziała, że mój Luke nie żyje... 
Staliśmy jeszcze chwilę w ciszy...

-Ale jak to Luke? Co się stało jej bratu?
-Nie wiem Grace... Ale jej brat chyba nie żyje.

Moje oczy podwoiły swój rozmiar. Teraz to już na pewno, Shae sobie coś zrobi... Ona jest taka delikatna, ale jednak potrafi się postawić. Tak mi jej szkoda. 
Usłyszeliśmy huk za drzwiami. Podbiegłam do nich  i otworzyłam z niewyobrażalną szybkością. Moim oczom ukazała się leżąca na panelach Shae. Czy ona... nie żyje?
Pochyliłam się nad nią i zaczęłam cicho słuchać... Słyszałam jej oddech, na szczęście. Luke podszedł i wziął ją na ręce, niosąc na swoje łóżko...
Wow, co się stało mojemu bratu? Nawet jak przyprowadzał sobie dziwki, nigdy nie zabierał ich do swojego pokoju... Chłopakom nie pozwala do nich wchodzić, a co dopiero siadać na łóżku.
Dobra, nie pora o tym myśleć...Usiadłam obok dziewczyny i spojrzałam na Luke'a. 

-Co z nią Grace?
-Nie wiem... Chyba zemdlała, ale dlaczego...
-Może dlatego, że nic nie jadła odkąd tu jest?

Wtrącił się czyjś głos. Odwróciliśmy się równocześnie w stronę drzwi. W progu stał Ed. On był chyba najlepszy z tego całego "gangu"... Był po prostu uroczy.
Brązowe włosy, zawsze postawione na żelu. Duże brązowe oczy... I ten uśmiech, który każdego zwalał z nóg. Dobra, dość już o nim.

-Luke, błagam Cię... CZY TY JEJ KURWA JEŚĆ NIE DAJESZ!?

Chciałam wrzeszczeć, ale bałam się, że mogę jakoś 'obudzić' dziewczynę. Chłopak spojrzał na mnie wielkimi oczami, a na jego twarzy pojawił się bardzo delikatny rumieniec.
Co się dzieje z moim bratem do cholery ? 
Szybko wstałam z miejsca i pognałam do kuchni. Wchodząc do pomieszczenia, zastanawiałam się, co mogę jej dać... Co ona zje?
Wpadłam na pomysł, zrobienia naleśników. Przy okazji i ja sobie zjem...
Będzie jej raźniej, nie będzie jadła sama!-zaśmiałam się sama do siebie.
Szybko udało mi się przygotować danie. Kiedy ustawiłam talerz z naleśnikami i herbaty na tacy, koło kuchni przeszedł Luke. 

-Obudziła się.

Wrzasnął i wyszedł trzaskając drzwiami. Skoro się obudziła, to dlaczego wyszedł? Dlaczego z nią nie został. Szybko zabrałam tacę i poszłam do pokoju Luke. Zanim jeszcze otworzyłam drzwi, usłyszałam płacz dziewczyny. Powiedział jej!?

-Hej, czemu płaczesz?

Dziewczyna przetarła rękawem bluzy policzki i smutno na mnie popatrzyła. Jeśli Luke jej coś zrobił, to nie ręczę za siebie. Położyłam jedzenie na szafce obok łóżka i przytuliłam dziewczynę.

-Mój brat.. O-on nie-e żyje...

Jej płacz stał się coraz głośniejszy... Moja bluzeczka była cała mokra, ale teraz to było nie ważne...
Dowiedziała się... Ale nie wydaję mi się, że Luke jej o tym powiedział... Coś by przecież wspomniała. 
I w tym momencie wreszcie lampka w głowie mi zaświeciła!
Usłyszała to i dlatego zemdlała pod drzwiami, ale co ona pod nimi robiła.
Nie ważne, muszę jej jakoś pomóc!



Leżałam na łóżku chłopaka, którąś już godzinę. Kiedy była u mnie Grace, nieco się uspokoiłam, ale zaraz po tym jak wyszła, znowu wybuchłam płaczem. Jak to możliwe?
Najpierw oddaje mnie jakiemuś obcemu dla mnie chłopakowi, a zaraz później okazuję się, że nie żyje...
Nie wierze w to...
Łzy spływały po moich policzkach. Gdzie on tak szybko wyszedł? Zaraz po tym jak mu powiedziałam, że wiem... Podniósł się z łóżka i wyszedł. Czyżby był zły?
W pewnym sensie wyręczyłam go z tej przykrej wiadomości ... 
Herbata wypita do połowy, całkiem już wystygła... Czekolada w naleśnikach, zrobiła się jakaś dziwna... Nie miałam ochoty na jedzenie, ale przez to, że zostałam zmuszona, zjadłam dwa naleśniki... Pewnie i tak zwrócę je w toalecie... Ledwo mogłam je przełykać.
Chciałam, żeby Colton był tu ze mną. Przytulał mnie... Pocieszał, śpiewał, bił i żartował.
Po chwili uświadomiłam sobie, że już nigdy tak nie będzie... Nie będę się z nim śmiała, żartowała, czy tańczyła. On odszedł i już nigdy nie wróci. Nie sądziłam, że mam jeszcze czym płakać...
Jedna samotna łza, spłynęła po moim policzku...
Łzy to nie wstyd.
To tylko oznaka, że cholernie Ci na czymś zależy.
Nie mogę płakać, muszę być silna. Colton nienawidził kiedy płakałam, ale czasami płakał ze mną... Zawsze mówił, że ludzie płaczą, nie dlatego, że są słabi, tylko dlatego, że byli silni z b y t długo!
A co z moim ojcem? Czy on o wszystkim wie? Może jednak nie wie nic... A może znowu nie ma go w domu ... Może jemu też coś się stało? ... 
Zbyt dużo 'może'.... Muszę się w końcu dowiedzieć całej prawdy.
Bo żyć w niepewności, nie mam zamiaru!


czwartek, 14 sierpnia 2014

Teardrops 4. | Wiem dlaczego tu jesteś |

Stałam jak wmurowana w ziemię.  Jak to przez mojego brata? Co on znowu wykombinował?
Wpatrywałam się w tego całego Luke'a jak niezrównoważona psychicznie...
No bo może trochę byłam.

-Choć, usiądź.

Złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę salonu. Usiadłam na kanapie i znowu się w niego patrzyłam. Czekałam, aż zacznie mówić mi dlaczego tu jestem, ale chyba nie miał takiego zamiaru.

-Więc?

Ponagliłam go. Spojrzał w moje oczy. Jego były niebiesko-zielone. Ta cudowna mieszanka, sprawiała, że były takie ciepłe i przyjazne.. Dobre, jak na porywacza. Wciąż się nie odzywał, przez co zaczynałam się denerwować. Poprawiłam się na kanapie i przerzuciłam włosy za jedno ramie. Nic. Miałam przynajmniej czas, na rozglądnięcie się. Chyba nie myśli, że skoro jest taki miły, zostanę tutaj.
Co to, to nie. Przy pierwszej lepszej okazji stąd ucieknę.

-Twój brat przegrał zakład. Postawił Ciebie, zamiast pieniędzy... Przegrał.

Moje oczy rozszerzyły się do niemożliwych rozmiarów. Colton by mi tego nie zrobił, nie ma szans. To mój brat, on mnie kocha... Nie ma takiej możliwości.

-Był pijany.. Nie wiedział co robi, ale zakład to zakład ... To jego wi...
-Nie. Zamknij się! Kłamiesz! Nie chce tego słuchać. Spierdalaj i zostaw mnie w spokoju !

Wrzasnęłam i najszybciej jak to możliwe pobiegłam w stronę schodów. Udałam się do mojego TYMCZASOWEGO pokoju i rzuciłam na łóżko. Zaczęłam płakać i nie mogłam nic z tym zrobić.
Leżałam tak chyba godzine... Nie mogłam tego sprawdzić, rozładował mi się telefon. Poduszka, która leżała pod moją głową, już dawno zmieniła kolor z białego na czarny.
Dlaczego on mi to zrobił? Dlaczego mnie oddał? Przez jakiś głupi zakład? To niemożliwe...
Coś musiało za tym być, skoro mnie przy nim nie ma. Coś musiało się stać... Na pewno ma jakieś poważne kłopoty ...
Podniosłam się z łóżka i stanęłam przed lustrem. Wyglądałam okropnie. Potargane włosy, makijaż spływający po policzkach wraz z łzami. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc szybko rękawem bluzy przetarłam policzki.
Jeszcze gorzej.
Po chwili w pokoju pojawiła się Grace. Uśmiechnęła się do mnie słabo. Usiadła na skraju łóżka i pociągnęła mnie na rękaw. Usiadłam obok i wpatrywałam się w swoje buty.

-Wiem dlaczego tu jesteś...

Szepnęła, a ja mocniej pociągnęłam nosem. Coraz to nowsze łzy, wypływały z kącików moich oczu. Delikatnie położyła rękę na moim ramieniu i pozwoliła mi się do siebie przytulić.

-Chce do Coltona.. Tęsknię za nim..

Wyjąkałam. Mocniej oplotła mnie ramieniem, kiedy usłyszałam otwieranie drzwi. Zaczęłam się delikatnie trząść. Wiedziałam, że to on. Wyczułam jego ładne perfumy. Podniosłam delikatnie głowę i zobaczyłam go, stojącego na przeciwko nas. Dziewczyna poluzowała uścisk i zaczęła powoli wstawać. Chciałam, żeby została. Czułam się przy niej mniej zagrożona...
Kiedy dziewczyna wyszła, chłopak kucnął przede mną. Moja twarz schowana w dłoniach, uniemożliwiła mi spojrzenie na niego. Na pewno jest wściekły, że na niego nakrzyczałam.

-Ej, popatrz na mnie.

Usłyszałam jego łagodny głos. Nie chciałam na niego patrzeć. Bałam się. Przemogłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam jego przyśpieszony oddech. Spokojnie, kolego. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
-Coś jeszcze?  Czy pozwolisz mi umrzeć w samotności, hmmm?
Idźże stąd człowieku, no! Nie chce mi się na Ciebie patrzeć nawet.

-Chcesz zostać sama?

No wreszcie Boże mnie wysłuchałeś! Kiwnęłam głową i znowu spuściłam wzrok. Idź sobie! Chce sama poużalać się nad swoim zjebanym życiem i móc po prostu zasnąć... Zasnąć i obudzić się koło Coltona...
Podniósł się i powoli zaczął kierować się w stronę drzwi. Odwrócił się ostatni raz i wyszedł. Opadłam na łóżko i ukryłam twarz w poduszce... Po chwili odpłynęłam w krainę Morfeusza.


Nie wiem ile przespałam, ale raczej było już popołudnie. Podniosłam się i udałam do łazienki.. Przemyłam twarz wodą i oparłam się o umywalkę. Muszę się ogarnąć! Osuszyłam twarz ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę drzwi.
Chyba muszę z nim porozmawiać.
Porozmawiałabym już dawno, ale ten chłopak onieśmiela mnie jak jasna cholera. Wyszłam na korytarz i udałam się w stronę schodów. Kiedy zaczęłam z nich schodzić, usłyszałam dwa głosy. Jeden należący do tego całego Luke'a, a drugi do zupełnie nieznanego mi chłopaka. Usiadłam na schodku i bardzo cicho zaczęłam przysłuchiwać się ich rozmowie

-I co teraz zrobimy?
-Nie wiem Luke, ale strasznie szkoda mi tej dziewczyny. Jest tu sama, nie wiadomo dlaczego.. No też bym się bał. Nie zna to nikogo, no może oprócz Twojej siostry... Jeszcze teraz jej brat.. Ja nie wiem czy ona to psychicznie wytrzyma... Sam słyszałeś jak płakałam.
-Wiem Ed, ale co ja mogę zrobić? Jeśli powiem jej o Coltonie, to jeszcze będzie chciała sobie coś zrobić czy coś... Ja nie wiem... Nie znam się, wiesz, że nigdy nie miałem przy sobie dziewczyny dłużej niż 5 godzin.. Albo się wkurwiały i szły, albo ja je wypieprzałem, bo nie były dobre w łóżku... Wiesz jak to jest ...
-Wiem...

Nie mogłam dłużej słuchać. Łzy zasłoniły mi oczy. Najszybciej jak potrafiła pobiegłam do pokoju. Opadłam na łóżko i znowu płakałam... Tamten chłopak miał rację.
-Przecież Ty nigdy nie płaczesz Shae. - szepnęłam.
Nie wiedziałam co mam robić. Może powinnam poszukać tej dziewczyny? Avalon?
Podniosłam się i jak zwykle stojąc przed lustrem otarłam rękawem bluzy łzy. Wyglądałam jak potwór. Po cichu wyszłam i zaczęłam rozglądać się po korytarzu. Dotarłam pod dość duże drzwi. Stanęłam i lekko nachyliłam się, żeby cokolwiek usłyszeć.

-Ale jak to Luke? Co się stało jej bratu?
-Nie wiem Grace... Ale jej brat chyba nie żyje.

Co!? Nie mogą mówić prawdy. Chciałam tam wejść do nich, krzyknąć, że to nie prawda. Że kłamią!
Ale przed oczami ujrzałam tyko ciemność.

sobota, 2 sierpnia 2014

Teardrops 3. | To przez Twojego brata |

Przebudziłam się po kilku godzinach, mimo tego i tak było już jasno. Wstałam z łóżka i zaczęłam rozglądać  po pokoju. Okno, mogło się tylko uchylać. Jak świr!
Wtedy przypomniałam sobie o swoim telefonie... Miałam 4 nieodebrane wiadomości.
Jedna od Sue, a trzy od Coltona. Jezu on mnie zabije.

________________________________________________________
Nadawca: Sue
Odbiorca: Shae
Wysłano: 16 czerwiec 2014, 23:24

Shae, co się dzieje? Dzwonił do mnie Colton i mówił, że Cię nie ma x
________________________________________________________


Przecież on mnie zamorduję jak wrócę do domu, o ile w ogóle wrócę...

________________________________________________________
Nadawca: Colton
Odbiorca: Shae
Wysłano: 16 czerwiec 2014, 21:32

Shae? Gdzie jesteś? Jest już późno x
________________________________________________________


Późno? U Ciebie 21 to późno? Colciu, Kochanie... No trochę chyba przesadzasz.

________________________________________________________
Nadawca: Colton
Odbiorca: Shae
Wysłano: 16 czerwiec 2014, 22:46

Shae do cholery jasnej! Wracaj do domu, teraz! x
________________________________________________________

Jak mój ojciec się dowie, że mnie nie ma... On postawi całe wojsko, żeby mnie znalazło...
Hahahahah- słyszałam śmiech własnej podświadomości.
Oczywiście, on się jeszcze ucieszy, że mnie nie ma. Nie będzie miał problemu na głowie.

________________________________________________________
Nadawca: Colton
Odbiorca: Shae
Wysłano: 17 czerwiec 2014, 07:06

Shae Skarbie, błagam Cie odpisz! Wszystko dobrze? x
________________________________________________________



Popatrzyłam na aktualną godzinę. 07:10. Matko Boska, to przed chwilą.
Szybko zabrałam się za odpisywanie. Po chwili jednak zrezygnowałam. Wybrałam numer i po kilku sekundach usłyszałam sygnał połączenia. Odebrał.

-Shae!? Co się dzieje? Gdzie Ty jesteś?
-Colciu, błagam Cię. Ktoś mnie porwał, pomóż mi, bła...

Połączenie zostało przerwane. Popatrzyłam na telefon. No świetnie, rozładował się!
I co ja teraz zrobię? To była moja jedyna szansa.
Podeszłam do drzwi i nacisnęłam na klamkę. O dziwno były otwarte...
Wyszłam po chwili, na dość dużych rozmiarów korytarz. Nie wiedziałam dokąd iść. Po kilku minutach zdecydowałam się, że pójdę w prawo. No i dobrze! Trafiłam na schody. Po cichu zaczęłam schodzić i znalazłam się w salonie. Na początku trochę mnie zamurowało. Dwie duże czarne kanapy, trzy fotele, wielka plazma na głównej ścianie, a między kanapami stolik. Trochę zaskoczona, udałam się do kuchni. W momencie, w którym przekroczyłam próg, pożałowałam tego. W kuchni, na parapecie, siedziała dziewczyna.. Nie wiem czy młoda, czy stara... Siedziała tyłem, a w ręku trzymała kubek z herbatą. Kiedy tylko o tym pomyślałam, zaczęło burczeć mi w brzuchu... Niestety za głośno.
Dziewczyna odwróciła się i kiedy tylko mnie zobaczyła, na jej ustach pojawił się wielki uśmiech.
Co ja zrobiłam !?
Zeskoczyła z parapetu i szybko do mnie podbiegła, przytulając się.

-Nareszcie! Tak długo czekałam, aż pojawi się tutaj dziewczyna! Chociaż jedna normalna osoba! Dziękuję! Jestem Grace.
-Ja jestem Shae.

Zaczęła wrzeszczeć. Cicho bo wszystkich obudzisz! O ile ktokolwiek jest w tym zajebistym domu.
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc tylko się uśmiechnęłam. Stałam jak wmurowana i patrzyłam na dziewczynę, która robiła dla mnie herbatę. Dalej stałam kilka kroków od progu, a ona zajęła swoje poprzednie miejsce, tyle, że tym razem odwróciła się w moją stronę.

-Więc Shae, jesteś nową dziewczyną mojego brata hmm?

CO!? Coś Ty właśnie powiedziała? To ty jesteś jego siostrą? Ja myślałam, że Ty jesteś jego dziewczyną. No bez przesady, halo? Pewnie myśli, że jestem wariatką... Śmieszne to.

-Tak, a teraz koniec przesłuchania Grace!

Usłyszałam za sobą  głos, a po chwili czyjeś ręce oplotły moją talię. Znieruchomiałam. Proszę, powiedzcie mi, że to nie ten jej cały brat... Błagam!

-Tak jest panie!-zaśmiała się dziewczyna i wyszła z kuchni.

Zostałam szybko odwrócona w stronę chłopaka. Zamknęłam oczy i w ogóle nie miałam zamiaru ich otwierać. Delikatnie przejechał kciukiem po moich powiekach i szepnął.

-Otwórz je.

Po kilkusekundowej wewnętrznej walce, otworzyłam je i zobaczyłam przed sobą tego samego blondyna, co wczoraj. A była nadzieja, że to nie on.. Chociaż jest całkiem przystojny.

-Dlaczego tu jestem?  Czego ode mnie chcesz?

Szepnęłam. Chłopak na chwile zamknął oczy... Głęboko wdychał powietrze. Otworzył oczy i wyszeptał.

-To przez Twojego brata...

________________________________________________
YOLO :D
Joł Nyggas :D
Jest rozdział, beznadziejny ...
Troszku miało być inaczej, ale cóż, jest tak :)
Mam nadzieję, że się spodoba...
Czytasz=Komentujesz 
Pozdrawiam, Speed Master ;* x

Layout by Switch